„W smudze cienia”

Sławomir Karpowicz, ur. 1952 – zm. 2001.

Malarz, artysta, profesor krakowskiej ASP. Ojciec, przyjaciel, pedagog.

Autokomentarz do wybranych prac malarskich pochodzących z trzech cyklów tematycznych „Wigilia 82” , „Nocne czuwanie” oraz „Próby autoportretu”.

Cień, inaczej umbra, słowo to już od początku posiada malarskie zabarwienie. W kulturze antycznej, u Platona, symbol nicości, ułudy i grzechu, to świat potępiony. Cień pozostaje jedynie wstępnym etapem do poznania zmysłowego. W tradycji chrześcijańskiej cień nabiera szczególnego znaczenia symbolicznego, a później bytu metafizycznego. Cień towarzyszy nam nieodłącznie, występuje jako zjawisko fizyczne oraz zagadnienie filozoficzne. Fascynował zawsze artystów, filozofów i naukowców.

Przypisywano mu rozmaite role i cechy, nadawano najczęściej znaczenie pejoratywne w symbolice. Pełnił jednocześnie w sztuce funkcję nowatorską, wręcz rewolucyjną w epoce renesansu i baroku. Cała historyczna tradycja dotycząca tego fenomenu, złożoności jego natury, porusza umysły zarówno fizyka, jak i filozofa czy historyka sztuki. Sam nie potrafię opisać cienia, który w naturze istnieje wyłącznie jako zjawisko optyczne, mogłem jedynie podjąć próbę nadania mu kształtu i treści w moim malarstwie.

Światłocień służy mi najczęściej jako środek wyrazu w celu spotęgowania dramatu, wywołania napięcia, tego wciąż poszukiwanego „lo stupore”.Nie występuje w moich obrazach wyłącznie dla efektu, ale raczej dla wywołania refleksji estetycznej. Posługuję się nim świadomie, stwarzając napięcia pomiędzy światłem i ciemnością, nadaję odmienną formę przedmiotom pozostającym w kleszczach światła i cienia.

Wywołuję ten rodzaj intrygi, w której cień może stać się głównym bohaterem.Cień, mrok (czerń) powoduje w nas atawistyczny lęk, jednocześnie przyciąga swą mroczną tajemnicą. Moje podróże w ciemność to ryzykowne, pełne emocji oczekiwanie niespodziewanej przygody, to bezwolne dryfowanie w mrokach podświadomości. Niepohamowana chęć dotknięcia obrazu świata nieznanego, to gwałtowny zachłanny wysiłek uchwycenia czegoś, co w pierwszym momencie istnieje, nie posiadając formy ani treści.

W obrazach martwych natur stwarzam swoiste „theatrum”, którego bohaterami stają się przedmioty. Pomnożone stosy spiętrzonych kul, stożków, elips i prostokątów trwają w geometrii sceny, zatopione w tło nicości. Używam tych form obsesyjnie, poszukując takiego miejsca, w którym zaczynają nabierać zabarwienia metafizycznego.

Pragnę nadać tym przedmiotom nowe treści, dzięki którym rzeczywistość przedmiotowa odrealnia się, trwająca ponad czasem, z którego została przywołana. Nie maluję jabłka wyłącznie dla jego urody, bowiem jabłko, jajko czy gruszka pojawia się w obrazie w postaci skubizowanej formy na ciemnym tle, służąc tu głównie zobrazowaniu przestrzeni nierealnej, możliwej tylko i wyłącznie w malarstwie.

Posługując się światłocieniem w zgodzie z tradycją klasyczną  staram się równocześnie tak przetworzyć banalną rzeczywistość, poza którą wszystkie te zwyczajne przedmioty współtworzyłyby statyczny spektakl.

Jego granice pozostają zatopione w przestrzeniach niezmierzonych i niepoznanych, trwają razem aż do momentu, w którym nieobecność zaczyna przybierać kształty istnienia.

Ten rodzaj światłocieniowej formy obrazu, pozwala mi na pełne emocjonalne przeżycie przestrzeni.

Obraz i treść mojej ekspresji malarskiej buduje obsesyjna chęć połączenia dwóch mentalności, klasycznej z romantyczną, światła i cienia, chaosu i porządku. Ta pozorna dwoistość staje się tajemnicą nierozłączności dwóch przeciwieństw, chciałbym je scalić i nadać im wspólny kształt istnienia w moim malarstwie.

Jednocześnie mam świadomość, że wszystkie te zjawiska, pozostające ze sobą w konflikcie stały się dla mnie obecnie niepodzielne, współtworząc nową jakość, konieczną do zaistnienia możliwości ewolucji.

Zajmująca stała się dla mnie forma autoportretu, a jej próby okazały się szczególnie znaczące.

Zawsze podejmowałem ten temat w momentach konfliktu, powodowany koniecznością, określenia ekspresją malarską mojego stosunku do siebie, tradycji malarskiej, otaczającej mnie rzeczywistości. Autoportrety pozostają świadkiem minionego czasu, jednocześnie wyznaczają poszczególne etapy na drodze moich poszukiwań.

Przymuszony, piszę tu ogólnie o moich inspiracjach, warsztacie i zafascynowaniach, pozostających dla mnie do końca niepojętymi, dlatego piszę raczej o przeczuciach prawdy, niż o jej poznaniu. Obecnie nie odczuwam potrzeby badania natury cienia występującego poza obrazami, ponieważ w nich właśnie stworzyłem przestrzeń, raczej dla imaginacji, niż do ogarnięcia jej wzrokiem, czy racjonalnym opisem. To własne przesłanie, ten rodzaj poetyki malarskiej, stały mi się najbliższe w mojej twórczości. Ostatnim moim obrazom świadomie dodaję charakteru mrocznego, przepastnego, a niekiedy przerażającego, napawającego mnie lękiem, nieuchronnie podążającego wraz ze mną do jądra ciemności.

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies w ustawieniach przeglądarki - dowiedz się więcej.

Akceptuję